Winnicott – Rady dla rodziców – Czy należy mówić dziecku „nie”?

Poniższy tekst pochodzi z audycji radiowej autorstwa D.W. Winnicotta, skierowanej do rodziców, a w szczególności do mam. Donald Woods Winnicott był brytyjskim pediatrą oraz psychoanalitykiem. Całe swoje życie poświęcił badaniom klinicznym i psychoterapii niemowląt, małych dzieci i ich matek. 

Winnicott wychodził z założenia, że matki w naturalny sposób przeczuwają, co potrzebne jest ich dziecku. Dlatego, gdy zwracał się do rodziców, jego celem nigdy nie było pouczanie ich. Chodziło raczej o pomoc w zrozumieniu tego, co robią intuicyjnie, w uzasadnieniu decyzji, które sami podejmują. Jego metoda polegała na wspieraniu mocnych stron rodziców w prosty, ale konkretny sposób.

„Czy należy mówić dziecku „nie”?” – To pytanie dotyczy kwestii, która mogłaby się wydawać oczywista, ale która niesie ze sobą wiele komplikacji w życiu codziennym i w wychowaniu dziecka. Dlatego też zdecydowałam się przetłumaczyć dla Państwa wyjaśnienie Winnicotta, które pozwala zrozumieć w jaki sposób stopniowe ustalanie granic wpływa na rozwój psychiczny małego człowieczka.

Artykuł składa się z trzech części, które odpowiadają trzem audycjom BBC na wspomniany temat. W ten sposób będzie też publikowany artykuł na stronie: część I. obejmuje rozmowę kilku matek o ich metodach wychowawczych, części II i III przedstawiają komentarz Winnicotta oraz jego wyjaśnienie dotyczące procesów związanych z kształtowaniem się dziecka. Zapraszam do lektury.

CZ. I.

Poniżej znajdą Państwo rozmowę między różnymi mamami na temat tego, czy i w jaki sposób należy mówić dziecku „nie”. Rozmowa odbyła się w naturalny sposób – w warunkach, w jakich Państwo mogliby rozmawiać na ten temat z innymi rodzicami. Ten fragment, poprzedzający komentarz Winnicotta, pozwala czerpać z doświadczeń innych rodziców oraz samemu zastanowić się, jakie ma się zdanie w tej kwestii.

***

  • Bardzo trudno jest znaleźć złoty środek. Czy trzeba nieustannie powtarzać dziecku: nie rób tego, nie rób tamtego? Czy może raczej należałoby je zostawić w spokoju i pozwolić robić to, na co ma ochotę? Z drugiej strony, nie można też pozwolić na przewrócenie domu do góry nogami.
  • Rok temu przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Trzeba je było całkowicie wyposażyć i w dodatku musieliśmy kupić wszystkie rzeczy dla dziecka. Zdecydowałam, że pozwolę córce poruszać się swobodnie po mieszkaniu, i w rezultacie jest bardzo szczęśliwą dziewczynką.
  • No tak, ale ile on ma – dwadzieścia miesięcy?
  • Dwadzieścia jeden miesięcy i jest bardzo ruchliwa. (Mówią wszystkie na raz)
  • Trzy lata! Trzy lata to nie to samo co dwadzieścia miesięcy! (Wszystkie razem)
  • W każdym razie nie zamierzam tego zmieniać.
  • Czy pozwala jej Pani na to samo gdy idą Państwo do znajomych?
  • Na razie tak. Jest bardzo ciekawska, co jest normalne w jej wieku.
  • Moim zdaniem, to jak dzieci zachowują się u znajomych zależy w dużym stopniu od tego na co im się pozwala w domu. Jeśli pozwala im się na figlowanie i szperanie bez ograniczeń, to w pewnym sensie nie mają…
  • Są mniej ciekawe świata.
  • …nie mają potrzeby robienia tego gdzie indziej. No dobrze, po zrobieniu zakupów można nieopatrzenie zostawić torby na podłodze, wtedy dziecko może na przykład chwycić pudełko ryżu i wysypać zawartość na podłogę. (Śmiech) Ale wtedy to nie dziecko zrobiło głupotę, tylko Pani. W każdym razie kiedy moja córka robi takie rzeczy, to wiem, że im szybciej zabiorę ją do piaskownicy, gdzie będzie mogła się wyszaleć, tym lepiej dla wszystkich. (Wszystkie razem).
  • Czy nigdy jej się nie nudzi zabawa w piaskownicy? Czy ryż nie interesuje jej bardziej?
  • No oczywiście, że tak. Ale mimo wszystko, niech Pani popatrzy, jak jest na przykład z kałużami. Ktoś zwrócił na to moją uwagę. Przez pierwszy rok, moja córka miała nianię przez kilka godzin dziennie. Wtedy uczyłam jeszcze w szkole. (Zanim urodziłam drugie dziecko, zdecydowałam się dalej pracować). Niania pozwalała jej czasem pobawić się w kałuży, mimo tego, że mała miała na sobie buty, w których chodziła na co dzień. Ale czasem też mówiła: „Tym razem nie chodź po kałużach, bo właśnie cię przebrałam. Musimy iść na miasto i nie będę miała czasu, żeby cię przebrać jeszcze raz”. Wtedy mała omijała kałuże. Nauczyło mnie to czegoś bardzo ważnego. Ogólnie mówiąc, jeśli da się dziecku pewną swobodę wtedy, kiedy można sobie na to pozwolić, to będzie posłuszne w sytuacjach, gdy wytłumaczy mu się, dlaczego nie może czegoś zrobić. (Wszystkie razem).
  • I Pani córka nie złości się?
  • Nie należy im tego oznajmiać raptownie. Trzeba je przygotować.
  • Nic nie stoi na przeszkodzie przekształceniu tłumaczeń w zabawę: Można powiedzieć „A może teraz pobawimy się w to”, oddalając je spokojnie od rzeczy, która je interesuje, i która wydaje się wam niebezpieczna, proponując im coś innego. (Wszystkie razem) Ja też… tłumaczę w racjonalny sposób. Chodzi o to, żeby odwrócić uwagę dziecka od tego, co w danym momencie robi, zachęcając je do zajęcia się czymś innym.
  • Rozpraszając je?
  • Tak, dokładnie.
  • Moim zdaniem wszystko zależy od liczby zakazów, które im się daje. Na przykład, kiedy nasza najstarsza córka była jeszcze mała, były dwie rzeczy, których nie wolno było ruszać w domu. Po pierwsze rośliny, które mieliśmy w salonie: nie chcieliśmy, żeby ciągnęła za liście. Po drugie, kable elektryczne które zwisały w różnych miejscach w mieszkaniu. Jeśli chodzi o te dwie rzeczy, byliśmy bardzo kategoryczni. Natomiast co do pozostałych rzeczy, jeśli baliśmy się, że mogłaby coś uszkodzić, wystarczyło położyć to w miejscu, którego nie mogła dosięgnąć.
  • To zapewne najlepsze rozwiązanie (Wszystkie razem).
  • W kwestii tych dwóch rzeczy, zawsze mówiliśmy „nie”. Poza tym, miała wolną rękę. W ten sposób, jeśli później chcieliśmy jej czegoś zakazać – nawet jeśli nie mogła zrozumieć dlaczego – byliśmy pewni, że się posłucha.
  • Ja też zaczęłam tak postępować z moim dzieckiem, rezultat był ten sam.
  • Czasami nie da się zrobić nic innego, jak tylko powiedzieć „nie”. Kiedy dziecko ma dwadzieścia jeden miesięcy, zawsze można położyć rzeczy poza jego zasięgiem; prawdopodobnie nie potrafi jeszcze się wspinać. Natomiast jeśli chodzi o gniazdka elektryczne, nie wiele można zrobić.
  • Trzeba zainstalować odpowiednie gniazdka. Są specjalne modele bezpieczne dla dzieci.
  • Wydaje mi się, że wystarczy zdecydować, kiedy należy mówić „nie” i się tego trzymać. Lepiej dostać klapsa niż być porażonym prądem.
  • Nie zawsze da się przeinstalować wszystkie gniazdka! (Wszystkie razem).
  • Łatwo powiedzieć: „ustalić ścisłe zasady i się ich trzymać”! To nie takie proste, jakby się mogło wydawać. Moim zdaniem, jeśli wprowadzi się jeden jedyny zakaz, który będzie wydawał się dziecku wystarczająco ważny i interesujący, pokusa będzie jeszcze silniejsza! Zapałki są dobrym przykładem: będzie myślało, że zapałki są właśnie najbardziej interesującą rzeczą w domu, z tego właśnie powodu, że są kategorycznie zabronione. Osobiście uważam, że należy pozwolić dziecku bawić się zapałkami.
  • Czy któraś z was próbowała pokazać dziecku jak działają, trzymając je z dala? …
  • … to jeszcze bardziej je fascynuje.
  • Nie wiem, uważam, że to dobre podejście, żeby im pokazać, co mogłoby się stać, jeśli będą się dalej nimi bawić.
  • Do tego stopnia, żeby pozwolić im poparzyć sobie palce?
  • Nie wiem. Wydaje mi się, że to byłoby trochę brutalne, ale jeśli mogą się wystarczająco zbliżyć, żeby poczuć, że to źródło intensywnego ciepła, i że mogłaby im się stać krzywda… Zauważcie, że są inne sposoby nauczenia dziecka, czym jest ciepło.
  • Tak, ja miałam szczęście. Moje dziecko dotknęło kiedyś elektryczną suszarkę do ubrań, która była gorąca. Oparzyło się i wtedy powiedziałam „gorące!”.
  • Kiedy mój młodszy syn zrobi sobie krzywdę, to rozumie – a przynajmniej zakładam, że rozumie – dlaczego cierpi, ale nie przeszkadza mu to w tym, żeby następnego dnia zrobić dokładnie to samo.
  • To zależy od charakteru dziecka, jestem o tym przekonana. W wieku osiemnastu miesięcy moja starsza córka połknęła łapczywie kawałek gorącego boczku. Ostrzegłam ją, że to było gorące. Wydaje mi się, że od tamtego dnia już nigdy się nie oparzyła. Wie, co to znaczy „gorące”. Ma dużą wyobraźnię, i względnie boi się, że się oparzy. Natomiast moja druga córka, to zupełnie inna historia. Zjadła całą masę kawałków gorącego boczku.
  • Jest całe mnóstwo rzeczy, których dzieciom nie wolno robić, ale które wcale nie wiążą się z uczuciem bólu. Myślę na przykład o kuchence gazowej, która automatycznie się zapala. Wystarczy, że mój syn przekręci zapalnik, żeby pojawił się ogień. Jemu nic się nie dzieje, ale wszystko co jest na kuchence, może się spalić. On wie, że nie wolno tego robić, zresztą sam kręci przecząco głową, kiedy to robi. (Śmiech.)
  • Czy to nie jest dobry moment, żeby dać mu klapsa?
  • Nie należałoby mieć się na baczności, żeby oddalić go jak najszybciej od niebezpieczeństwa, kiedy tylko się do niego zbliża? (Wszystkie razem.)
  • Taka jest rola matki. Dziecko nie powinno przebywać w kuchni. Kropka. Tak naprawdę, może mieć pani pretensje tylko do siebie samej.
  • Ale jeśli właśnie musimy pozmywać naczynia lub ugotować obiad? (Wszystkie razem.)
  • Nie można bez końca trzymać dziecka w kojcu.
  • Tak, wiem o tym przecież, ale myślę, że tego typu problemy można rozwiązać poprzez odwrócenie uwagi. Jeśli dziecko za bardzo zbliży się do palnika, dajcie mu coś równie interesującego, ale mniej niebezpiecznego. Starsze dzieci również powinny uważać. Trzeba im nieustannie przypominać, że trzeba stawiać garnki dość daleko od krawędzie, żeby mały nie podbiegł i nie wylał na siebie zawartości.
  • My mamy szczęście. Nasza kuchnia jest zaraz przy jadalni, gdzie urządziliśmy też pokój zabaw dla dzieci. Staram się, aby nie przekraczały progu jadalni, ale nie zamykam drzwi. Wiedzą, że jestem tu obok, i że mogą mnie zobaczyć, jeśli tylko przyjdzie im na to ochota. Dzięki temu prawie zawsze zostają w jadalni.
  • Ile mają lat?
  • Robię tak od początku, odkąd nie wkładam ich już do kojca. Mieli wtedy około roku. Od czasu do czasu przychodzą podpatrzeć co robię w kuchni, a potem wracają do zabawy.
  • Czy nie uważacie, że ta konieczność trzymania nieustannie ręki na pulsie, szukania zabaw, które mogłyby je zainteresować, konieczność powtarzania ciągle tego samego, itd., jest w tym wszystkim najbardziej męcząca?
  • Tak. (Wszystkie razem.)
  • Nie licząc już tego, że ciągle brakuje czasu. Chciałoby się zrobić tyle rzeczy na raz! Gotowanie, pieluszki… Ktoś puka do drzwi… Nagle, odwracasz się i widzisz, że twój mały chłopiec bawi się zapalnikiem kuchenki gazowej albo usiłuje podłączyć elektryczną grzałkę, którą zapomniałaś schować poprzedniego wieczoru. To są rzeczy, które się zdarzają – ale nie da się wszystkiego przewidzieć.

***

Winnicott:
Wyobrażam sobie, że te mamy rozmawiały dalej i wymieniały się swoimi poglądami, popijając herbatę. Nie mniej jednak musimy je tu opuścić.

W tym tygodniu ograniczę się do krótkiego i ogólnego komentarza. Natomiast podczas dwóch kolejnych audycji chciałbym wrócić do niektórych kwestii i je rozwinąć. Słuchanie jak ludzie wypowiadają się na temat swoich specjalizacji zawsze sprawiało mi przyjemność, nie ważne czy chodzi o rolnika, który wypowiada się na temat zboża, żyta lub ziemniaków, czy o rzemieślnika, który mówi o swoim rzemiośle. Na przykład, te kobiety podkreślają różnicę między dwudziesto miesięcznym dzieckiem, a dzieckiem, które ma trzy lata. Mają świadomość znaczących zmian, które zachodzą miesiąc po miesiącu. Roczne dziecko rozumie zaledwie kilka słów, podczas gdy w wieku dwóch lat słowne wyjaśnienia zaczynają stanowić dobry środek komunikacji i skuteczną metodę uzyskania współpracy dziecka, kiedy chce się mu czegoś zabronić. Powyższa rozmowa wskazuje na to, że jest kilka następujących po sobie etapów. Ja rozróżniłem trzy.

  • Podczas pierwszego etapu, jesteście całkowicie odpowiedzialne cały czas.
  • Później, zaczynacie wyjaśniać dziecku sens pewnych zakazów, ponieważ zauważacie – słusznie z resztą – pierwsze oznaki jego inteligencji. Dziecko zaczyna rozróżniać, co można, a czego nie wolno. Nie chodzi o dobro i zło na planie moralnym, po prostu staracie się mu pokazać przed jakimi niebezpieczeństwami je chronicie. Myślę, że wasze „nie”, jest uzasadnione realnymi zagrożeniami. Przypomnijcie sobie fragment rozmowy, gdzie dwie matki mówią o rzeczach, które parzą. W odpowiednim momencie wypowiadają słowo „gorące”, łącząc w ten sposób zagrożenie z bólem. Nie mniej jednak wiele zagrożeń, które nie mogą być skojarzone z bólem w tak bezpośredni sposób. W tym wypadku, kategoryczne „nie” musi wystarczyć do momentu osiągnięcia kolejnego etapu.
  • W trzecim etapie macie możliwość zapewnienia sobie współpracy dziecka, oferując mu uzasadnienie. Komunikacja słowna nabiera wtedy znaczenia. „Nie”, bo to jest gorące. „Nie”, bo lubię ten kwiatek, sugerując tym samym, że jeśli wasze dziecko będzie się z nim źle obchodzić, przez kilka minut nie będziecie go już tak bardzo kochać.

Wyodrębniłem trzy etapy, ale tak na dobrą sprawę, one na siebie nachodzą. Na początku, cała odpowiedzialność spoczywa na was, do tego stopnia, że jeśli stanie się coś nieszczęsnego, będziecie mogły mieć pretensje tylko do samej siebie. Ten etap bardzo się dłuży. W rzeczywistości, później wciąż czujecie się całkowicie odpowiedzialne, ale kiedy dziecko zaczyna rozumieć pewne rzeczy, możecie poczuć pewną ulgę. Dzień, w którym ten etap odejdzie całkowicie do przeszłości, wasze dziecko wyjdzie poza potrzebę rodzinnej kontroli, stając się niezależnym członkiem społeczeństwa.

Drugi etap jest czasem, gdy narzuca się dziecku swoją wizję świata. Wtedy też wkracza się w trzecią fazę, fazę wyjaśnień; niemniej jednak tempo zachodzenia tych zmian oraz sposób, w jaki się dokonują, zależy tak samo od dziecka jak i od was. Omówimy to w przyszłym tygodniu. Być może zdajecie sobie już sprawę, że kwestia zakazów jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

***

Dodano: 01.06.2018, do kategorii Blog

©2017 Żródło Katarzyna Laurent Wszystkie prawa zastrzeżone

error: Treść strony www jest chroniona!